Jaka zmiana w gospodarce?

Minęły 2 lata rządów Zjednoczonej Prawicy. Bilans półmetku rządu przeszedł płynnie w jego rekonstrukcję, która przeciągnęła się aż do początku bieżącego roku. Niektórzy twierdzą zresztą, że trwa nadal, choćby w ramach, ogłoszonego przez premiera programu Sprawne Państwo i odwołania 17 sekretarzy i podsekretarzy stanu. Mateusz Morawiecki, jako kreator Strategii Odpowiedzialnego Rozwoju i szef superresortu gospodarczego mocno wpływał na politykę gospodarczą rządu premier Beaty Szydło. Pierwsze dwa lata zdominowała jednak zmiana w polityce prorodzinnej i transfery socjalne do rodzin wychowujących dzieci oraz, z drugiej strony, walka o uszczelnienie systemu podatkowego.

Dzisiaj, już premier Morawiecki wziął na siebie pełną odpowiedzialność za politykę rządu, w tym politykę gospodarczą. Historia przyspieszyła, a z nią decyzje, zarówno personalne, jak i strategiczne. Warto więc postawić pytanie jaką drogę wyznacza nowy premier i jaką politykę gospodarczą, prowadzi ten rząd?

 

Łatki nie pasują

Półtora roku temu, na łamach „Rzeczpospolitej” postawiłem tezę, że Morawiecki kontynuuje w pewnym sensie dzieło swoich wielkich poprzedników, jak Franciszek Ksawery Drucki Lubecki, czy Eugeniusz Kwiatkowski. Trudno oprzeć się wrażeniu, że od tamtej pory teza ta zyskała jeszcze mocniejsze podstawy. Nie chodzi tylko o sferę symboliczną, która przejawia się w nazwach rządowych projektów – Luxtorpeda, czy Batory. W mojej opinii polityka gospodarcza rządu Morawieckiego, jak i jego wspomnianych poprzedników, ma to do siebie, że trudno ją zaszufladkować lub przykleić łatkę z napisem: liberalizm, konserwatyzm, kapitalizm czy socjalizm. Kluczowym paradygmatem, zarówno od strony idei, jak i praktyki politycznej jest odpowiedź na pytanie czy to polityka korzystna dla Polski i Polaków czy nie. Czy generuje wzrost gospodarczy i czy jego owoce zostają w kraju? Czy podatki zasilają polski budżet, pozwalając na śmiałe programy inwestycyjne i społeczne? Czy w Polsce powstają nowe miejsca pracy? Wreszcie, czy to nasz komfort życia się podnosi czy też nasza praca bogaci bardziej zasobne od nas gospodarki?

Strategia Odpowiedzialnego Rozwoju w pigułce to: trwały wzrost gospodarczy oparty na dotychczasowych i nowych przewagach, reindustrializacja, rozwój innowacyjnych firm i całych branż, kapitał dla rozwoju, wsparcie rodzinnych firm małych i średnich oraz ekspansja zagraniczna polskich firm. Przez pryzmat tego dokumentu można ocenić minione dwa lata, a także widoczne trendy w polityce rządu, który przejął pałeczkę na półmetku.

 

Po co narodowe czempiony?

Nie podlega kwestii, że wzrost PKB osiąga rekordowe wyniki. Za wcześnie jednak na wystawienie oceny tego w jakim stopniu opiera się on na nowych przewagach. Podobnie sprawa ma się z reindustrializacją. Przykładami budowania czy wspierania nowych przewag może być repolonizacja Pekao SA, czy zapowiadane zaangażowanie kapitałowe Polskiego Funduszu Rozwoju w bydgoską fabrykę PESA. Podobnie w kontekście reindustrializacji trzeba widzieć wznowienie produkcji przez Autosan, możliwe dzięki Polskiej Grupie Zbrojeniowej, czy szereg działań Agencji Rozwoju Przemysłu, żeby wymienić tylko wsparcie dla Zakładów Cegielskiego. W tym miejscu dochodzimy do roli narodowych czempionów i pytania o to czy ich tworzenie ma sens biznesowy, czy motywacje jedynie polityczne. Czy mogą być fundamentem trwałego wzrostu? Wydaje się, że podobnie jak Drucki Lubecki zaczytujący się w dziełach Adama Smitha, budował jednak silną gospodarkę w oparciu o kapitał państwa (nie bardzo miał inny wybór), tak Morawiecki chce zaprząc wielkie, polskie firmy oraz wehikuły finansowe w rodzaju PFR, do pracy na rzecz rozwoju. I o ile pożądaną ze wszech miar sytuacją byłaby setka polskich firm prywatnych, będących globalnymi gigantami, o tyle największe polskie biznesy to nadal te kontrolowane przez państwo.

W obliczu połączenia Orlenu z Lotosem i spekulacji o fuzji PKO z Pekao czy też łączeniu producentów energii elektrycznej lub ciepła zdaje się, że stoimy przed kolejnym skokiem. Pytanie czy to skok wzwyż?

Odpowiedź, że giełda reaguje na te zapowiedzi pozytywnie to za mało. Prawdziwym wyzwaniem jest odpowiedź na pytanie czy narodowe czempiony nie tylko stworzą miejsca pracy, ale czy wygrają walkę o konkurencyjność i innowacyjność z regionalną lub globalną konkurencją. Czy tak, jak za Druckiego Lubeckiego państwowy kapitał będzie skutecznie lewarował prywatny biznes? Czy narodowe czempiony stworzą wokół siebie ekosystem polskich firm, dając im m.in. środki na wsparcie innowacyjnych projektów oraz szansę na ich wdrożenie? Widać już wiele symptomów takiego podejścia, choćby w programach akceleracyjnych dla start-upów prowadzonych przez Azoty, KGHM, czy Orlen. Potencjał dalszych działań jest ogromny.

Przemyślana polityka państwa i współpraca z czempionami umożliwia również prowadzenie wielkich projektów inwestycyjnych (wypisz, wymaluj Drucki Lubecki i Kwiatkowski). Zaliczyłbym do nich budowę Centralnego Portu Komunikacyjnego czy elektrowni atomowej. To projekty, cieszące się dość zgodną, pozytywną opinią ekspertów, jak niegdyś budowa terminalu LNG w Świnoujściu. Realizację projektów tej skali trudno wyobrazić sobie bez udziału firm z ligi narodowych czempionów.

Jeżeli do tego zrealizują się, choćby w części zapowiedzi współpracy największych firm z uczelniami oraz otwarcia nauki na biznes i realne projekty badawczo rozwojowe to wzrost gospodarczy może zyskać trwałą i zróżnicowaną podstawę.

 

Druga połowa

W pierwszych dwóch latach 500 plus napędzało konsumpcję, a wpływy z podatków rosły na dawno niespotykaną skalę. Wyzwaniem kolejnych dwóch lat będzie utrzymanie przez polskie firmy tempa rozwoju. Narodowe czempiony mogą to tempo dyktować. W tym celu niezbędne będzie zwiększanie zatrudnienia w wielu branżach, a to coraz częściej wymusza poprawą warunków pracy i płacy. Lepiej wynagradzany pracownik, to znów większe środki na konsumpcję. Utrzymanie tempa wzrostu wpływów podatkowych to z kolei szansa na inwestycje zarówno dla państwa, jak i dla samorządów. A dzięki nim znów środki trafiają na rynek. Nie trzeba dodawać, jak wiele dla komfortu życia może sprawić sprawny i zasobny samorząd.

Jeżeli chociaż część z tak opisanego łańcucha zdarzeń dojdzie do skutku to pewnie wielu podpiszę się pod taką polityką gospodarczą.

Kiedyś hasłem rządu było: by żyło się lepiej wszystkim. Wyprzedaż spółek Skarbu Państwa nie doprowadziła nigdy do realizacji tego celu. Dajmy więc szansę nowej polityce gospodarczej, wspieranej przez największe państwowe spółki.

Źródło: http://www.rp.pl/Opinie/303139904-Narodowe-czempiony-w-natarciu.html&cid=44&template=restricted

 

Szymon Ruman

Autor jest prawnikiem, menedżerem, dyrektorem handlowym w spółce Exatel. Zakładał Instytut Druckiego Lubeckiego, był podsekretarzem stanu w Ministerstwie Cyfryzacji na przełomie lat 2015 i 2016.